Moje zakupy z Dnia Darmowej Dostawy

Jeśli widziałyście mojego poprzedniego posta to wiecie, że zakupy podczas Dnia Darmowej Dostawy  (5 grudnia) miały być u mnie spore i zrobione w wielu sklepach, ale przemyślałam sobie trochę i stwierdziłam, że po co mi kolejna maska do włosów skoro mam już 4 w zapasie? Poza tym w sklepie, w którym chciałam zrobić zakupy za około 20 złotych zobaczyłam od razu informację, że przesyłka dotrze do mnie co najmniej po 9 dniach, a że moja cierpliwość nie pozwala mi tyle czekać, dałam spokój. 
Koniec końców zakupy zrobiłam tylko w drogerii Pigment, która od niedawna sprzedaje online, a ma 3 stacjonarne punkty w Krakowie. Stwierdzam, że od dzisiaj będzie to moje ulubione miejsce do robienia zakupów kosmetycznych w sieci, bo:
  • mają w swoim asortymencie zarówno drogeryjne jak i naturalne kosmetyki, zarówno pielęgnację jak i kolorówkę
  • ceny są mocno konkurencyjne (o tym za chwilę)
  • koszt darmowej wysyłki dotyczy zakupów już za kwotę 60 zł
  • paczkę dostałam już po 2 dniach
Za poniższe kosmetyki zapłaciłam niecałe 62 zł, więc tak naprawdę to mogłam je zrobić wcześniej, a nie czekać do 5 grudnia.

Kupiłam:


  •  dwa toniki z Ecolab: nawilżający i oczyszczający. Każdy po około 7,50 zł. Miałam już płyn micelarny tej firmy i był naprawdę bardzo skuteczny i delikatny.


  •  normalizującą piankę do higieny intymnej z Ziaji z nektarem z żurawiny za około 9 złotych. Była jeszcze dostępna w dwóch innych wariantach.
  • piankę do kąpieli z Green Pharmacy za (uwaga) 5,99 zł. Co mnie zaskoczyło to fakt, że za tą litrową butlę na stronie producenta musiałabym zapłacić 2 złote więcej.


  •  miętową pomadkę z peelingiem z Sylveco i tonik-wcierkę do skóry głowy z Vianka-to jedyne produkty, które na mojej liście zakupowej na DDD były:) Na stronie Pigmentu były bardzo tanie-pomadka niecałe 8 złotych, a wcierka 15. Co dziwne, w innych sklepach online i nawet na stronie Sylveco ta wcierka kosztowała około 4 złote więcej.
  • maskę do włosów średnioporowatych od Anwen. Trochę szkoda mi wydać 40 zł na pełnowymiarowe opakowanie, więc cieszę się, że pojawiły się te jednorazowe saszetki.

  • olej ze słodkich migdałów Etja, który kosztował 5,99 zł. Nie sądzę, żeby udało mi się gdziekolwiek dostać go taniej. 
Do tego dostałam próbki kremów BB i kremu do twarzy z Vianka.

Podsumowując;
Jestem bardzo zadowolona z zakupów (jak zwykle), a jeszcze bardziej, że odkryłam tą drogerię. Myślę, że będę częściej robić tam zakupy, bo próg darmowej dostawy jest niski, asortyment bardzo szeroki, no duuuuże promocje.

Znacie drogerię Pigment?

Dzień Darmowej Dostawy-co chciałabym kupić?

Hej!
5 grudnia będzie Dniem Darmowej Dostawy. Wiele sklepów zadeklarowało udział w tej akcji, dzięki czemu nie będziemy musiały płacić za przesyłkę zakupów online poczynionych tego dnia. Zauważyłam jednak, że wiele sklepów już rozpoczęło tą akcję i już w ten weekend można zacząć kupować bez ponoszenia kosztów za transport-dzień przerodził się w kilka dni, a w niektórych sklepach nawet w tydzień.
Dla mnie DDD to kolejna świetna okazja do zakupów, bo nic mnie tak do nich nie zachęca jak darmowa dostawa:) Rzadko kiedy robię duże zakupy w jednym sklepie, zazwyczaj chciałabym zrobić kilka mniejszych zamówień, ale powstrzymywały mnie do tej pory koszty dostawy. Teraz już nic mnie nie powstrzyma:)
Przygotowałam sobie skromną listę, którą mam nadzieję uda mi się zrealizować. Jesteście ciekawe co się na niej znajduje? Zobaczcie:

  1. Miętowa pomadka Sylveco z peelingiem. Jak pewnie większość z Was miałam wersję cynamonową i baaaardzo ją lubiłam. Peeling do ust zawsze się przyda, najlepiej właśnie w formie sztyftu, bo nie chce mi się bawić ze słoiczkiem (jak w przypadku produktu Evree-KLIK) czy przygotowywać własny domowy.
  2. Vianek, peeling do skóry głowy-złuszczać należy też martwy naskórek na głowie, ale co do tego produktu to muszę poszukać najkorzystniejszej oferty, bo ceny potrafią się różnić nawet o 5 złotych.
  3. Vianek, tonik-wcierka do skóry głowy-od kiedy po ciąży bardzo zaczęły mi wypadać włosy, skupiłam się na zahamowaniu ich wypadania i wzmocnienia cebulek. Przez listopad nakładałam na włosy maskę drożdżową domowej roboty, ale szukam dobrej gotowej wcierki z aplikatorem-ta podobno taka jest:)
  4. Make me bio, woda różana-będę stosować głównie do pielęgnacji twarzy, chociaż zamierzam ją również przetestować jako bazę pod olej na włosach. Szkoda tylko, że ma taką małą pojemność.
  5. Jantar, Duo-maska do włosów-maska, którą można stosować zarówno przed, jak i po myciu. Ciekawi mnie bardzo, bo jak do tej pory z Jantara miałam tylko słynną wcierkę.
  6. Gąbeczka do makijażu-nie musi być jakaś super firmowa, właściwie to szkoda by mi było wydać 50 złotych na taką rzecz, więc zadowolę się taką za około 15 złotych, bo moja obecna jest już lekko zużyta.
  7. Rozjaśniacz do podkładu-tu jeszcze nie mam upatrzonego konkretnego. Na razie używałam jedynie z Kobo i stwierdzam, że to mega przydatny kosmetyk, szczególnie dla posiadaczki bladej cery, jak moja. Ten na grafice kosztuje ponad 30 zł, a nie chciałabym aż tyle płacić-muszę więc poszukać tańszej alternatywy.
  8. Czarna maska na wągry typu peel-off-pora zapoznać się z tym hitem Internetów, chociaż popularniejsza jest ta z Pilaten.
  9. Bielenda, Szampon węglowy-żel do twarzy z tej serii bardzo lubiłam, więc może i z tym szamponem bym się polubiła, bo podobno ma świetne właściwości oczyszczające, a tego ostatnio bardzo potrzebują moje włosy.
Tak wygląda moja robocza lista. Co w rzeczywistości kupię to się pewnie okaże dopiero w trakcie klikania, ale o efektach dam znać:)

A Wy zamierzacie skorzystać z Dnia Darmowej Dostawy?

Kosmetyki, które chcę zużyć w grudniu

 Hej!
W zeszłym miesiącu wytypowałam sobie 5 kosmetyków, które chciałam zużyć w ciągu tych 30 dni zużyć. I to chyba było dobre posunięcie, bo cztery z nich znajdą się w najbliższym denku, dlatego w grudniu chcę powtórzyć ten manewr i skupić się na denkowaniu poniższych produktów. Tym razem pokażę 4 produkty, w których chciałabym ujrzeć dno, bo już mam je długo w łazience/kosmetyczce i po prostu się znudziły, a nie chcę wyrzucać niezużytych.

  • maska z glinką przed myciem włosów

 Pojawiła się w bublach, któregoś miesiąca i choć krzywdy nie robi, to jej samo używanie jest problematyczne, bo mam gęste i półdługie włosy. Nie zauważyłam działania, o którym wspomina producent, ale zamierzam ją łączyć z domowymi drożdżami i tym sposobem zapobiegać wypadaniu włosów. W listopadzie zauważyłam już pierwsze efekty, więc w grudniu będę kontynuować tą kurację.

  • maska do włosów dr. Sante z olejem makadamia i keratyną

 Mam już ją otwartą od około trzech miesięcy, a w kolejce czekają inne maski, więc pora się z tą pożegnać. Niestety, w związku z tym, że zawiera sporo protein nie mogę jej stosować przy każdym myciu, bo skończy się to sianem na głowie. Będę więc ją stosować do emulgowania oleju lub wzbogacać olejkiem i stosować pod czepek, nie raz pewnie posłuży też do golenia nóg:)

  • regeneracyjne serum do twarzy

 W wieczornej pielęgnacji mi się nie sprawdziło, ale teraz gdy jest chłodniej, używam go jako kremu pod makijaż, żeby trochę zabezpieczyć cerę przed czynnikami zewnętrznymi. Działa bardzo dobrze jako baza pod makijaż, bo matuje skórę i podkład się na niej lepiej trzyma. Dodatkowo szybko się wchłania, co rano jest bardzo ważne.

  • olejek różany z Venus Nature


 Pojawił się w ulubieńcach, bodajże września, ale że mam w zapasach jeszcze z 4-5 smarowideł do ciała, ten chciałabym wreszcie zużyć. Podoba mi się jego działanie, bo uelastycznia skórę, nawilża i wygładza. Dodatkowo ma atomizer, więc jego aplikacja jest łatwa, no i opakowanie nie jest takie utłuszczone.

Mam nadzieję, że uda mi się wyrzucić te kosmetyki przed końcem roku. Postawiłam je sobie w widocznym miejscu i przed każdym myciem włosów i wieczorną pielęgnacją, będę o nich myśleć intensywnie:)

A Wy co chcecie w najbliższym czasie wykończyć?

Scrub do skóry głowy z Natura Siberica

We włosomaniaczych czasach naczytałam się jak ważne jest dbanie nie tylko o włosy, ale też i o skórę głowy, wszak od stanu cebulek zależy co z nich wyrośnie. Wtedy też zapragnęłam mieć jakiś gotowy peeling do skóry głowy. Kiedyś przygotowywałam domowy kawowy i cukrowy. Działały dobrze, ale kłopotliwe było ich przygotowywanie i stosowanie. Pomyślałam, że z gotowym w tubce będzie łatwiej, więc zamówiłam online rokitnikowy scrub do skóry głowy z Natura Siberica.
Kosztował około 20 złotych i zamknięty jest w plastikowej tubie z zakrętką w kolorze złotym. Całość wygląda przyjemnie dla oka. 
Skład scrubu jest bogaty, bo zawiera sporo olejków, już na trzecim miejscu w składzie zmielone łupiny orzeszków cedrowych. Ogólnie skład jest bogaty i ma szansę rzeczywiście zadziałać peelingująco na skórę głowy. 
Konsystencja zawiera sporo drobinek. Jest w formie brązowego żelu, który łatwo wydobyć z opakowania.
Jak go używałam?
Ponieważ nie mam prysznica, moczyłam delikatnie włosy u nasady nad wanną i dzieliłam na przedziałki. Na ramiona musiałam położyć ręcznik, bo woda kapała. Na każdy przedziałek nakładałam niewielką ilość scrubu i masowałam. Pieniło się w niewielkim stopniu. Resztę włosów związywałam i czekałam kilka chwil. Dało się odczuć delikatne mrowienie. Po kilku minutach zmywałam szamponem. Drobinki wypływały z włosów, czasami nawet jeszcze przy spłukiwaniu odżywki, więc cierpliwość przy spłukiwaniu tego scrubu jest wskazana.

Po takim zabiegu skóra głowy była oczyszczona, a jednocześnie nawilżona i ukojona. Miałam wrażenie, że dużo lepiej wchłania wcierki i że w ogóle jest zadbana i zdrowsza, a cebulki odżywione i zadowolone. Po żadnym szamponie nie miałam tak głębokiego uczucia oczyszczenia.
Odkąd go stosuję mniej mi się przetłuszczają włosy, nie pojawił się łupież, chociaż już dawno z nim problemów nie miałam. 
Włosy ładnie odbijają się od nasady.
Podsumowując:
Z działania i efektów jakie daje jestem zadowolona, ale jego użytkowanie jest dla mnie problematyczne. Podobnie działało serum z  Bionigree, a miało o niebo wygodniejszą formę buteleczki z pipetą, z której płyn można było nanieść dużo łatwiej na skórę głowy i zostawić na noc.
Ten polecam raczej dla osób, które mają prysznic do stosowania go podczas kąpieli.

Stosujecie peelingi do skóry głowy?

3-minutowa odżywka Pantene

Na moim blogu swego czasu przeważały tematy włosowe, ale tak naprawdę trudno było mi napisać recenzję kosmetyku do ich pielęgnacji, bo większość okazywała się średniakami. Kiedy odpuściłam włosomaniactwo zaczęłam trafiać na więcej interesujących kosmetyków do stosowania na włosy. Kilka tygodni temu kupiłam odżywkę Pantene 3-minute miracle, bo spodobało mi się jej złote opakowanie i czytałam sporo pozytywnych opinii. Czy ja je podzielam? I czy w ogóle jest możliwe dokonanie cudu na włosach w zaledwie 3 minuty i czy w takim czasie odżywka może zadziałać jak najlepsza maska do włosów?
To mój pierwszy produkt od Pantene od bardzo dawna, właściwie to nie pamiętam czy kiedykolwiek i jaki kosmetyk tej firmy miałam. 
Za pojemność 200 ml odżywki trzeba zapłacić w cenie regularnej 15 zł, ale jak na każdy kosmetyk tak i na nią często są promocję. I można kupić już za około 10 złotych. 
Dostępne jest jej 5 wariantów. Ja mam Intense Repair, ale można też kupić Moisture, Aqua Light czy Volume. 
Złota tubka wygląda elegancko i jakby luksusowo, ale plastik jest giętki i wygina się na wszystkie strony, więc obawiam się, że będzie problem z wydobyciem resztek odżywki.

W składzie nie widzę żadnych cennych składników, ale chyba tego można się spodziewać po typowo drogeryjnej marce.
Konsystencja jest dosyć gęsta o pięknym słodkim zapachu. Mi przywodzi na myśl jakieś cukierki i nie spotkałam go jeszcze w żadnym kosmetyku.Zapach zostaje na włosach jeszcze kilka godzin po wyschnięciu. Ja nakładam odżywkę na odsączone włosy na kilka minut po tym czasie dokładnie ją spłukuję.
Plusy:

  • ułatwia rozczesywanie i stylizację włosów
  • świetnie niweluje puszenie moich średnioporowatych fal
  • włosy są błyszczące, gładkie i miłe w dotyku
  • ujarzmia niesforne kosmyki i włosy wyglądają jak po wyjściu od fryzjera
  • po 3 minutach, spłukaniu i wysuszeniu otrzymujemy efekt WOW
  • ładny zapach
  • eleganckie opakowanie
Niestety odżywka:
  • wymaga długiego spłukiwania
  • włosy szybko wyglądają na obciążone i następnego dnia nadają się do mycia, a z natury moje włosy są gęste
  • na moje włosy za ramiona wystarczy może na 10 aplikacji

Podsumowując:
Odżywka byłaby naprawdę świetna, gdyby nie fakt, że obciąża włosy. Dziewczyny, które i tak myją je codziennie powinny być z niej zadowolone, bo efekty wizualne zaraz po myciu są zachwycające i myślę, że taki efekt miał na myśli producent pisząc o sile maski w odżywce do codziennego stosowania. Ja jednak poszukam czegoś lżejszego, a tak samo wygładzającego. Może wersja Aqua Light byłaby bardziej odpowiednia?

Znacie? Lubicie Pantene?

Odwołane rozdanie

Dziewczyny, 
20 listopada zakończyło się rozdanie z okazji 4 lat mojego blogowania. Jednak w związku z tym, że nie zgłosiło się do niego 50 osób (a było to warunkiem jego realizacji), nie będę robiła losowania i zostanie ono anulowane.
Być może nagrody Wam się nie spodobały, być może informacja dotarła do niewielkiej ilości osób i dlatego było takie małe zainteresowanie.
Dziewczynom, które się zgłosiły bardzo dziękuję za to. W przyszłości być może zorganizuję bardziej atrakcyjne rozdanie:)

Tonik Evree Pure Neroli

Dzisiaj zapraszam na post o toniku Evree ze stosunkowo nowej serii Pure Neroli.
Odkąd wprowadziłam toniki do swojej pielęgnacji bardzo często zerkam w ich stronę przy zakupach, zwracając uwagę na nowości.
Tonik zazwyczaj służył mi do porannego przemycia twarzy wacikiem. Usuwał resztki kremu pozostałe po nocy, dodawał energii i odświeżał cerę. 
Jak się sprawdził tonik z Evree do porannej pielęgnacji? O tym zaraz.

Szata graficzna toniku jest przyjemna dla oka-soczysta i rzucająca się w oczy. Ma pojemność 200 ml. Normalnie kosztuje około 20 złotych, ale ja kupiłam go na promocji 2+2 w Rossmannie i wyszło mi za niego około 10 zł. Dostępna jest też wersja mini 75 ml.
Tonik ma aplikator, który daje nam przyjemną mgiełkę. Producent pisze, żeby spryskiwać nim bezpośrednio twarz, a nie wacik. Ja robiłam i tak i tak. Kiedy nie mam czasu ani ochoty na mokrą twarz, to spryskuję nim wacik. Wtedy widzę ile w trakcie nocy nagromadziło się zanieczyszczeń.

Pierwsze co się rzuca w oczy (w nos) to zapach. Neroli to gorzka pomarańcza i ten tonik zawiera wyciąg z jej kwiatu już na trzecim miejscu składu, więc zapach jest mocno wyczuwalny. Niestety, dla mnie zbyt intensywny i gorzki. Mgiełka ciężko osiada na twarzy i nie daje uczucia odświeżenia jakiego oczekuję od toniku. Po spryskaniu twarz potrzebuje około minuty na wchłonięcie. Po tym czasie jest miękka, promienna, gładka i wygląda zdrowo. Jest to efekt jaki się oczekuje raczej po serum, a nie po toniku, który jest jednym z pierwszych etapów pielęgnacji i ma przygotować cerę na dalsze, bardziej treściwe produkty.
Pozostawia na twarzy lekki film, ale nie ma to wpływu na trwałość i nakładanie podkładu.
Spryskałam nim również umalowaną twarz i nic mi nie spłynęło ani się nie rozmazało.
Gdy przypadkiem psiknę go sobie w oko to lekko szczypie, ale po przetarciu ręcznikiem to uczucie mija. 
 Moim zdaniem z efektem jaki daje powinien być raczej stosowany do cery suchej, potrzebującej nawilżenia i odżywienia. Na swojej mieszanej nie zauważyłam, aby zmniejszył produkcję sebum i zmniejszył pory, podejrzewam, że dzięki glicerynie na drugim miejscu składu ma właściwości komodogenne i może się przyczynić do powstawania niedoskonałości. 

Podsumowując:
Dziwny to dla mnie produkt. Niby źle nie działa, ale ja oczekiwałam czegoś innego po toniku, no i ten zapach, który jest tak męczący, że nie wiem jak zużyję cały produkt do końca. Plus daję za opakowanie z atomizerem i wydajność.

Znacie ten produkt? Lubicie Evree?

Przypomnienie o rozdaniu/Dodatkowe nagrody do zgarnięcia

Hej!
Dzisiaj szybka przypominajka. Tylko do 20 listopada (poniedziałek) możecie się zgłaszać do udziału w moim rozdaniu. Do wygrania są poniższe nagrody, ale obiecuję, że dorzucę jeszcze coś do mycia twarzy, coś do włosów i jakąś maseczkę do twarzy.
Zgłaszać się możecie pod tym postem.

Zapraszam wszystkie niezdecydowane osoby. Warunki nie są trudne:)

Zamówienie z Kontigo, na które czekałam prawie 3 tygodnie

Znacie sklep Kontigo? Ja niedawno dowiedziałam się o jego istnieniu z Instagrama. Prowadzą zarówno sklepy stacjonarne w większych miastach, jak i sprzedaż internetową. Mają kilka swoich marek własnych m.in. Biolove, w skład której wchodzą kosmetyki naturalne. Pewnego dnia mignęła mi promocja 2+2 (2 kupuję, 2 dostaję gratis) na cały asortyment i przez cały dzień nie mogłam przestać o tej informacji myśleć. Aż w końcu siadłam wieczorem i zamówiłam 4 kosmetyki, starając się, żeby były maksymalnie do siebie zbliżone cenowo. Za całość (razem z przesyłką) zapłaciłam około 54 złote. Był niedzielny wieczór 22 października. Nie sądziłam, że to zamówienie będzie miało aż taką długą drogę do pokonania i że będę się musiała o nie upominać.

26 października dostałam SMS-a, że w związku z dużą ilością zamówień wysyłka może się opóźnić od 3-5 dni, ale moje zamówienie jest w realizacji. I w ramach przeprosin mają dla mnie kod promocyjny dający 50% zniżki na zakupy do 200 zł aktualny do końca listopada. No to zaczęłam czekać.

Po tym czasie widziałam na Instagramie, że pierwsze paczki zaczęły docierać do dziewczyn. Patrzyłam z zazdrością. 

5 listopada napisałam maila kiedy moje zamówienie zostanie zrealizowane, bo w statusie "w realizacji " tkwiło ponad tydzień. Pozostał bez odpowiedzi. Napisałam wiadomość prywatną na Instagramie, kazali odezwać się na Facebooku.

Po mojej wiadomości na fb, dostałam SMS, że jakaś paczka czeka na mnie w paczkomacie.

Poszłam. Odebrałam. Po odebraniu,  dostałam info na fb, że paczka została wysłana:)

Gdy pudełko już odebrałam,  z ciekawością je otworzyłam, bo już nawet zapomniałam co zamawiałam. Okazało się, że są tam dwa produkty Biolove, jeden z Vianka, jeden Sylveco i jeden Moov-dostałam w gratisie chyba jako przeprosiny:)

Zaczniemy od Biolove. Zamówiłam:
  • olejek do demakijażu do skóry normalnej/mieszanej. Jest jeszcze dostępna wersja dla cery suchej. Olejek ma pojemność 150 ml i jestem go bardzo ciekawa, bo jeszcze nigdy nie próbowałam zmywać makijażu za pomocą takiej formuły.
  • maseczka nawilżająca do twarzy. Można jeszcze kupić przeciwzmarszczkową i oczyszczającą, ale ja oczyszczających mam nadmiar, za to tych nawilżających niedobór. Pojemność 75 ml.


Z Vianka zamówiłam:
  • szampon normalizujący przeznaczony do włosów przetłuszczających się. Zobaczymy czy pomoże na moją lubiącą się szybko przetłuszczać ostatnio skórę głowy (bo jak wiadomo szampon dobieramy do skóry głowy a nie do włosów).

Z Sylveco:
  • enzymatyczny peeling do twarzy. Miałam już kiedyś peeling z tej firmy, ale była to wersja wygładzająca, która zostawiała na twarzy okropny tłusty film. Oby ten sprawdził się lepiej. 


I w gratisie:
  • puder brązujący Moia. Dostępny jest w gamie 5 kolorów. Czy nie będzie za ciemny dla mojej bladej cery okaże się w trakcie użytkowania.


Podsumowując:
Jeszcze nigdy nie najadłam się tylu nerwów przy zakupach internetowych. Zazwyczaj przesyłki docierają do mnie po 3 dniach, maksymalnie po tygodniu, a tu jak widać sklep nie był przygotowany na promocję i nie sprostał ilości zamówień. 
Czy jeszcze zrobię tam zakupy? Być może, bo kusi mnie ten rabat 50%, ale już wiem, że muszę się uzbroić w duuuuużo cierpliwości i upominać się w sklepie o realizację swojego zamówienia.

Znacie Kontigo? Robicie tam zakupy? Co myślicie o tak długim czasie trwania dostawy?

3 słabe kosmetyki Isana

 Lubię tanie kosmetyki, a jeszcze lepiej jak są tanie i dobre. W poszukiwaniu takich często chodzę do Rossmanna i zerkam w stronę marek własnych, jak np. Isana. Niestety nie zawsze udaje mi się trafić na tanie perełki, wręcz przeciwnie. Tym sposobem uzbierałam grupkę trzech kosmetyków, które mogłabym nazwać kitami, a które sygnuje marka Isana.
 Zaczniemy od produktu, którego recenzja pojawiła się tutaj. I od razu zaznaczę, że to najmniejszy kit z całej trójki, czyli nie jest aż tak tragicznie z nim. Mam wersję owoce leśne masełka do ust i działa ona jak typowa wazelina, czyli pełni raczej funkcje ochronne niż pielęgnacyjne.


  •  nie nawilża ani nie odżywia
  • ciężko je wydobyć z opakowania
  • działa bardzo krótkotrwale-tylko gdy znajduje się na ustach wydają się nawilżone i miękkie, a gdy się zetrze jego działanie znika
Kolejny produkt to maska 13 w 1 (!) do włosów. Nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie promocja 1+1 na kosmetyki do włosów. Przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych. Nie trzeba jej spłukiwać, więc pomyślałam, że powinna ładnie podkreślać moje fale. Producent obiecuje cuda na patyku-nawet przy kosmetyku za 50 zł nie znalazłam aż tylu obietnic, co przy tym za 10.
Z obietnic producenta właściwie żadna nie jest spełniona.

  • maska oblepia włosy, sprawia, że wyglądają na obciążone i ciężkie i już pod koniec dnia nadają się do mycia, chociaż staram się nakładać niewielką ilość
  • niespecjalnie ułatwia rozczesywanie
  • włosy wydają się bardziej matowe niż przed jej użyciem
  • przesusza włosy, co szczególnie widać po końcówkach
  • nie nawilża i nie pielęgnuje
Producenta mocno poniosło z opisem na etykiecie. Za takie coś powinno się karać.

Na koniec kolejny kosmetyk do włosów-suchy szampon dla brunetek. Po przetestowaniu klasycznej wersji (w morskim opakowaniu, z której byłam zadowolona) postanowiłam przetestować tą przeznaczoną stricte do mojego koloru włosów. No i nastąpiło rozczarowanie.


  • brązowo-rudy nalot dużo trudniej wyczesać niż biały, tworzą się plamy, co ani przy związanych ani rozpuszczonych włosach nie wygląda dobrze
  • nie odświeża włosów-są tępe w dotyku, matowe, ciężkie i trudno je ułożyć
  • nie dodaje objętości
  • włosy wyglądają nadal na brudne z tym, że są matowe z rudym nalotem

Podsumowując:
Nie polecam powyższych kosmetyków. Ja nadal będę testować nowości Isany (teraz mam ochotę na ich pianki pod prysznic) i nie zrażam się tymi niewypałami.

W przygotowaniu mam już post o hitach Isany, więc jak widać w każdej marce trafiają się dobre i słabe kosmetyki.

Lubicie Isanę?

Pielęgnacja twarzy-aktualizacja

Od ostatniego posta dotyczącego mojej pielęgnacji twarzy minęło ponad 5 miesięcy. Od tego czasu większość kosmetyków mi się zmieniła, więc to dobra pora na aktualizację.

Ja nigdy problemów ze swoją skórą nie miałam, chociaż ostatnio zauważyłam, że bardziej się świeci i ma rozszerzone pory, ale podejrzewam, że to wina złej diety, bo ostatnio przesadzam z chipsami i słodyczami, niestety. No, ale zamierzam to zmienić, bo czuję, że to nie jest dobry kierunek nie tylko dla mojej cery, ale dla całego ciała. 

Najwięcej uwagi poświęcam jej wieczorem, rano używam tylko dwóch produktów.
  • przemywam twarz tonikiem normalizującym Pure Neroli z Evree. Szykuję jego recenzję, więc nie napiszę jeszcze co o nim myślę. Tu wspomnę tylko, że lubię toniki z pompką.
  • nakładam serum regenerujące Regenerum, które służy mi jednocześnie jako baza pod podkład, bo ładnie matuje cerę i makijaż się na nim dłużej trzyma.
Wieczorem zaczynam od demakijażu. 


  •  najpierw przecieram twarz lipowym płynem micelarnym z Sylveco. Ja wodoodpornych kosmetyków nie stosuję, mimo to ten płyn nie jest w stanie dokładnie poradzić sobie ze zmyciem oka. Po zużyciu 4 wacików twarz wygląda na oczyszczoną, ale gdy myję ją potem żelem okazuje się, że pod okiem robi się efekt pandy.
  • myję twarz żelem micelarnym Garnier, który z demakijażem radzi sobie świetnie, chociaż pozostawia lekko ściągniętą skórę.
Potem mycie i oczyszczanie.

  • kremowy olejek z Dermiss służy mi jako produkt myjący, bo z demakijażem sobie nie radzi i bardzo szczypie w oczy, ale jako olejek do mycia jest przyjemny, daje działanie rozgrzewające.
  • węglowy peeling -maskę stosuję 2 razy w tygodniu. Jestem zadowolona z jej właściwości oczyszczających i tym, że mały słoiczek starcza na tak długo.
  • czasami zamiast maski z Perfecty stosuję peeling "poranna kawa" z Organic Shop, który ma boski zapach, ale drobinek ścierających niewiele, więc raczej nadaje się do delikatnego masażu niż porządnego ściernaia.
Na koniec moje ulubione nawilżanie i odżywianie.


  •  serum rewitalizujące z Biotaniqe przyjemnie wygładza cerę i stanowi u mnie bazę pod olejek albo pod krem. Bardzo lubię takie kosmetyki z pipetką i konsystencję żelu, który wnika w skórę.
  • krem pod oczy z Vianka niespecjalnie odżywia, jak przekonuje producent. U mnie raczej delikatnie nawilża, nie zauważyłam też innych właściwości jakie krem pod oczy powinien mieć, czyli napinanie, wygładzanie i rozjaśnianie cery. Wykończę, ale już do niego nie wrócę, bo moja 30-letnia cera potrzebuje czegoś silniejszego.
  • 2-3 razy w tygodniu, zazwyczaj po masce z Perfecty na twarz i szyję nakładam olejek makadamia z Marion. Stosowany z taką częstotliwością nie powoduje zapychania porów ani powstawania niedoskonałości, ale fajnie odżywia, nawilża i regeneruje suchą skórę w okresie grzewczym.
  • krem Dermiss stosuję w dni kiedy nie używam ww. olejku. Jest lekki, przyjemny, szybko się wchłania, więc jak dla mnie mógłby być stosowany na dzień a nie na noc.
Tym razem z tych kosmetyków nie jestem do końca zadowolona. 
Chciałabym trafić na skuteczny i delikatny płyn micelarny, naprawdę odżywczy krem na noc i prawdziwie skuteczny krem pod oczy.

Możecie polecić coś fajnego z tych kategorii?

Ulubieńcy października

Tak się jakoś dobrze składa, że przez ostatnie miesiące udaje mi się trafiać na dobre kosmetyki, które otrzymują zaszczytne miano ulubieńców. W październiku takich produktów pojawiło się cztery. Jedynie pomadkę pielęgnującą kiedyś już miałam, a reszta to dla mnie nowości.
Zaczniemy od regenerującego kremu do rąk z Garniera, który już chyba jest kosmetykiem kultowym i od dawna na rynku. Ja jednak trafiłam na niego niedawno i okazał się świetnym produktem na okres jesienno-zimowy, kiedy to dłonie wymagają specjalnej pielęgnacji.
Krem ma bardzo gęstą i treściwą konsystencję i radzi sobie z suchą skórą, nawilżając ją, wygładzając i dając ochronę na dłużej. Ja (tak jak wszystkie krem do rąk) stosuje go też na stopy, gdzie skóra jest bardziej wymagająca. Po nałożeniu go na noc świetnie niweluje szorstkość, sprawia, że stopy są gładkie, nawilżone i miłe w dotyku.
Suchy szampon Pantene Volume Booster kupiłam z ciekawości w promocji. Kosztował niecałe 10 złotych, a okazał się lepszy niż Batiste. Z Batiste miałam taki problem, że nie mogłam wyczesać białego proszku, co na moich ciemnych włosach było bardzo widoczne.
Z Pamtene nie mam tego problemu, bo spray jest przezroczysty (jak lakier do włosów) i świetnie odświeża i unosi włosy u nasady, gdy go trochę wetrzemy przy skórze głowy.


Dzięki niemu nie muszę na drugi dzień po myciu związywać włosów, a wystarczy, że psiknę trochę u nasady, pomasuję i mogę nosić rozpuszczone włosy, które zyskują objętość, są puszyste i lekko utrwalone, ale nie sztywne.
Rumiankowa pomadka Alterra to kosmetyk, do którego wróciłam po kilku(nastu) miesiącach, a to o czymś świadczy Po nieudanych próbach znalezienia naprawdę pielęgnującego sztyftu, ponownie kupiłam tą, co mi się bardzo rzadko zdarza. Jest tania, bo kosztuje w cenie regularnej 4,99 zł. Mam dwie sztuki-jedną stosuję na usta, a drugą na rzęsy.

Dzięki obecności olejku rycynowego na pierwszym miejscu w składzie, pomadka ma szansę na wzmocnienie i wydłużenie rzęs. Poza tym forma sztyftu jest dużo wygodniejsza niż nakładanie olejku palcem lub szczoteczką. Ja codziennie wieczorem podczas pielęgnacji smaruję tą pomadką rzęsy. Robię tak od około 3 tygodni i zaczynam już zauważać pierwsze efekty.

Pomadka też świetnie odżywia i nawilża usta. Dzięki niej nie wiem co to suche i spierzchnięte usta.

Na koniec coś kolorowego. Pomadka Matt & Lasting z Lovely nr 4, to stosunkowy nowy odcień w całej gamie. Miałam kiedyś nr 1, które wiele dziewczyn zachwalało jako idealny nudziak-dla mnie tamten kolor był zbyt brązowy, ja w takich koloroach nie czuję się dobrze. Poza tym zastygał na ustach, tworząc na nich suchą skorupkę.

W przypadku nr 4 jest zupełnie inaczej. To właśnie ten kolor jest idealny dla mnie-delikatnie podkreśla naturalny odcień moich ust, ma lekko fioletowe tony co w pomadkach mi bardzo pasuje.
Dodatkowo nakłada się niezwykle komfortowo-sunie po ustach bezproblemowo, są aksamitne, miękkie, matowe, ale bez efektu wysuszenia. Sama jestem zdziwiona jak bardzo różni się od nr 1.
Niedługo pojawi się osobna recenzja, więc napiszę i pokażę go bliżej.
To tyle moich ulubieńców. Żaden z nich nie kosztował mnie więcej niż 10 zł-jestem chyba mistrzynią w wyszukiwaniu tanich i dobrych kosmetyków:)

Coś czuję, że to ostatnie zdjęcia z liśćmi i jarzębiną w tle, bo już są zmarznięte, przebarwione i nie wyglądają tak pięknie jak powinny.
Trzeba będzie poszukać nowego tła:)

Zainteresowały Was te kosmetyki? Znacie je?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...