Promocja -49% w Rossmannie od 21.08/Moje plany zakupowe-Balsamy do ciała i maseczki do twarzy

Zapraszam na drugą i ostatnią część listy kosmetyków wartych zainteresowania podczas rozpoczynającej się w poniedziałek promocji w Rossmannie -49% dla posiadaczy aplikacji drogerii. Dzisiaj pokażę kosmetyki z działu pielęgnacja ciała i maseczki do twarzy, które rozważam do zakupu. Wiem jednak, że będę musiała zredukować tą listę, tak żeby nie przekroczyła razem z produktami do ust i włosów 10 sztuk.
Tak sobie założyłam, że w koszyku nie mogę mieć więcej niż 10 produktów, a suma nie może przekroczyć 100 zł.
Co chciałabym kupić? Co wydaje mi się interesujące i potrzebne?
  • Wellness & Beauty, Lotion do ciała, ektrakt z mango i papai-polubiłam olejek W&B i chciałabym wypróbować coś nowego tej firmy, no i fajnie, że ma pompkę.
  • Nivea, olejek w balsamie, Kakao i Olejek Makadamia-do tej pory z rezerwą podchodziłam do kosmetyków Nivea, ale odkąd polubiłam ich piankę pod prysznic, chcę dać szansę i innym produktom.
  • Vis Plantis, nawilżający balsam z filtratem ze śluzu ślimaka-kosmetyki ze ślimakiem od dawna mnie interesowały, ale jakoś nic do mnie jeszcze nie trafiło. Mam nadzieję, że jak kupię nie będę miała wstrętu, żeby je używać.
  • Bielenda, Vegan Friendly, masło do ciała-nie wiem jeszcze, który wariant bym chciała, ale kusi mnie, bo to chyba najbardziej naturalny produkt z całego zestawienia.
  • Venus Nature, pielęgnacyjny olejek różany do ciała-zainteresował mnie, bo to nowość, bo to olejek i fakt, że jest różany. No i chyba ten dodatek "natury" też na mnie zadziałał.
  • Kneipp, Bio-olejek do ciała-miałam 3 próbki tego olejku i używałam w czasie ciąży. Myślę, że w długofalowym działaniu naprawdę jest w stanie zredukować widoczność rozstępów. Szkoda tylko, że nie ma większej pojemności.
  • Eveline, Slim Extreme 4D, lifingujące serum maksymalnie wyszczuplające-miałam kiedyś wersję 3D i byłam z niej zadowolona, więc ta 4D powinna lepiej zadziałać. Liczę na lekkie ujędrnienie skóry i pomoc w walce z odchudzaniem.
  • Perfecta, wyszczuplające serum-maska na noc-kolejny produkt do walki z kilogramami po ciąży.
Z kategorii maseczki do twarzy tak naprawdę nic nie potrzebuję, bo mam trochę w zapasach, gdybym jednak chciała coś kupić, to zerknęłabym w stronę tych nowości:
  • Evree, Black Rose, detoksykująca czarna maska do twarzy-30 zł to uważam że trochę za dużo jak na maskę o poj.75 ml, ale na promocji będzie kosztować około 16 złotych, więc może zastanowię się nad zakupem tej albo upiększającej wersji.
  • Multibiomask, maska liftingująco-odmładzająca + ultra oczyszczająca-podoba mi się to połączenie dwóch masek w jednym produkcie. Dostępnych jest wiele wariantów, które można używać na różne partie twarzy.
  • Janda, zastrzyk nawilżenia-z linii znanej aktorki stać mnie jedynie na maseczkę, więc może na jakąś się zdecyduję, chociaż teoretycznie Janda nie produkuje kosmetyków przeznaczonych dla mojej grupy wiekowej.
  • Hada Labo Tokyo, nawilżająca maseczka w płachcie-kolejna nowość, która kusi, żeby ją wypróbować, chociaż jakąś wielką fanką azjatyckiej pielęgnacji nie jestem.
To tyle. Ja już jestem gotowa do zakupów. Właściwie cały mój wirtualny koszyk jest gotowy. Czekam tylko na północ, klikam kup teraz i czekam na SMS, że zamówienie jest gotowe do odbioru. Mam nadzieję, że finalnie wszystkie kosmetyki, które chcę będą dostępne.

A wy czekacie na poniedziałek? Jakie balsamy i maseczki chcecie kupić?


Promocja -49% w Rossmannie od 21.08/Odżywki do włosów i pielęgnacja ust-co chcę kupić? Co odradzam?

 Jak już wszystkie wiemy Rossmann szykuje kolejną promocję od 21 sierpnia. Dla posiadaczy aplikacji drogerii zniżki będą wynosiły 49% na odżywki do włosów i paznokci (prawdopodobnie też maski do włosów), produkty do pielęgnacji ust i ciała i maseczki do twarzy. Dla tych co aplikacji nie posiadają zniżka wyniesie 40%. Ja oczywiście już sporządziłam sobie listę zakupów, bo jak zwykle pewnie poczekam do północy i kupię online. 
Dzisiaj pokażę, co bym chciała z odżywek i masek do włosów, co bym kupiła z pomadek ochronnych (gdybym nie miała 3 sztuk tychże jeszcze z poprzedniej promocji na kolorówkę) i czego nie polecam, bo wypróbowałam i się zawiodłam.
Chciałabym kupić:
  • Garnier Fructis, Hydra Fresh-odżywka z wodą kokosową, która pochodzi z nowej serii Fructisa, właściwie to wszystkie kuszą, ale ta najbardziej. Ze starej wersji Goodbye Damage i Oleo Repair byłam zadowolona, więc i może te będzie fajna.
  • Pantene Pro-V, Moisture-też nowość, 3 minutowa odżywka, jest jeszcze dostępna wersja Intense Repair, ale chyba raczej na nawilżającą się skuszę. Jeszcze chyba nigdy odżywki Pantene nie miałam.
  • Schwarzkopf, Essence Ultime-same przyznacie, że ta odżywka wygląda jakby luksusowo i chyba to opakowanie mnie najbardziej kusi, poza tym kojarzy mi się z fryzjerskimi kosmetykami, których już dawno nie używałam.
  • Himalaya Herbals, odżywka proteinowa-to chyba też nowość, typowo proteinowej odżywki dawno nie używałam (poza tymi bez spłukiwania), więc mam nadzieję, że użyta raz na jakiś czas podkreśli skręt moich fal.

  • L'biotica, Professional Therapy, ekspresowa maska do włosów-kusi, bo to niby linia profesjonalna.
  • Isana, kuracja do włosów z olejkiem arganowym-swego czasu bardzo popularna w blogosferze, a ja jej jeszcze nigdy nie miałam. Podobno jest dużo lepsza od odżywki z tej serii Oil Care.
  • WS Academy, Esencja odżywcza Czarna Orchidea-produkt sygnowany nazwiskami Wierzbicki & Schmidt to produkt profesjonalny, który podobno świetnie działa, no i na promocji nie będzie kosztował wiele, bo około 15 złotych.
  • Gliss Kur,Oil Nutritive-już dawno nie miałam nic z Gliss Kura i o ile szampony mnie nie kuszą w ogóle, tak chciałabym wypróbować jakąś maskę lub odżywkę z tej serii. Póki co akurat wariant Oil Nutritive nie jest dostępny online, ale może do poniedziału to się zmieni.


Kupiłabym, gdyby nie zapasy:

  • Evree, multifukcyjny balsam-mam peeling z tej serii i jest całkiem fajny. Ten mnie kusi, bo to całkiem nowy produkt na rynku, a jego regularna cena jest trochę zbyt wygórowana jak na ochronny kosmetyk do ust.
  • Eos-miałam kiedyś podróbkę, która była słaba. Chciałabym się przekonać czy oryginał byłby lepszy, no ale mam zapasy, więc raczej nie kupię
  • Laura Conti, balsam do ust-tu mnie głównie ciekawi SPF, malinowy zapach i fajne opakowanie.
  • Alterra, pomadka rumiankowa-kto jej nie zna? Czeka na mnie w zapasach, ale dobrze byłoby mieć drugie opakowanie do stosowania na rzęsy:)
Nie polecam:
  • Perfecta, Softlips-poza ładnym zapachem i smakiem ten balsam żadnych zalet nie posiada. To raczej błyszczyk niż pielęgnujący produkt-zero nawilżenia, a słoiczek po jakimś czasie nie dał się zakręcić do końca.
  • Body Club, balsam-sówka-miałam wersję jagodową o gumowatej konsystencji i niebieskim kolorze, w którym nie można wyjść do ludzi. Oczywiście oprócz tego parafina królowała w składzie.
  • Maybelline, Babylips, Dr. Rescue-tragiczny kolor, w którym nikt nie będzie wyglądał dobrze, mentol podrażnia spierzchnięte usta, zostawia smugi i zbiera się w kącikach, w ogóle nie nawilża. 

  • Carmex-u mnie żaden się nie sprawdził, ani w tubce, ani w sztyfcie ani w słoiczku-denerwuje mnie mentol i słabe nawilżenie. 
To tyle na dzisiaj. Jutro pojawi się post z balsamami i maseczkami do twarzy, odżywki do paznokci sobie odpuszczę, bo moje paznokcie ich nie potrzebują i nie wiem co mogłabym polecić.


Wy też czekacie do poniedziałku? Co planujecie kupić?

Nowa seria Schauma Nature Moments-szampon i odżywka

Schauma to firma, którą do niedawna omijałam szerokim łukiem. Jakieś 10 lat temu miałam od nich szampon o perłowej poświacie, po którym niemiłosiernie swędziała mnie głowa i odżywkę sprayu, która bardzo przetłuszczała włosy.
Nie wiem więc dlaczego gdy pojawiła się nowa seria Nature Moments zapragnęłam coś z niej mieć-może to te soczyste kolory grafiki tak mnie skusiły.
Najpierw kupiłam szampon o pojemności 400 ml za 7,99 zł. Zaczęłam go jednak używać dopiero gdy kupiłam odżywkę do kompletu za 5,99 zł.

Mam wersję wzmacniającą z ekstraktem z miodu i olejem z opuncji figowej, ale do wyboru są jeszcze 3-do włosów farbowanych z soczystą maliną i olejem słonecznikowym, do zniszczonych z rozdwajającymi się końcówkami z aloesem i oliwą z oliwek, do cienkich i bez objętości z ziołami prowansji i lawendą. 
Szampon nie ma delikatnego składu, ale działa świetnie. Nie zawiera silikonów, ani sztucznych barwników.

  • ma żelową konsystencję, którą ją najbardziej preferuję w szamponach
  • obficie się pieni, przez co dokładnie oczyszcza włosy bez przesuszenia 
  • domywa oleje i produkty do stylizacji, pomimo zawartości olejków w składzie (z opuncji figowej i pestek moreli)
  • nie plącze włosów
  • włosy są błyszczące, nawilżone, lejące się i rzeczywiście wyglądają na mocniejsze i zdrowsze, więc obietnica producenta o wzmocnieniu (przynajmniej wizualnym) się potwierdza

Niestety, nie jest zbyt wydajny. Używała go czasami moja mama i ubywało go z każdym myciem.
Odżywka ma pojemność 200 ml i zapachem (miodow, słodki) przypomina mi tą z Ultra Doux "Awokado i Masło Karite". W działaniu również.
W składzie jest pantenol, keratyna, ekstrakt z miodu, olej z pestek moreli i olej z opuncji figowej, tak samo jak w szamponie.
  • ma średnio gęstą konsystencją, łatwo rozprowadza się na włosach, wnikając w nie, wystarczy niewielka ilość na moje półdługie włosy
  • łatwo wydobywa się z opakowania
  • włosy łatwo się rozczesują
  • są miękkie, nawilżone i odżywione, ładnie się układają
  • razem z szamponem sprawia, że moje włosy są super gładkie, sprężyste, puch okiełznany i aż chce się je dotykać
  • może zbyt obciążać i przetłuszczać cienkie włosy-moje takie nie są, więc jestem z niej zadowolona
  • nie wiem czy wzmacnia-ciężko to stwierdzić o odżywce, którą nie nakłada się na skórę głowy

Podsumowując:
Aż sama się dziwię, że tak jestem zadowolona z tego duetu. Szukałam ulubieńców wśród naturalnych produktów, ale z żadnego nie byłam w stu procentach zadowolona. Dopiero te drogeryjne kosmetyki niemieckiej firmy zadziałały u mnie świetnie, tak że ja jestem zadowolona i moje włosy również.
Chętnię wypróbuję inne warianty z tej serii-najchętniej ten z aloesem i oliwą z oliwek.

Znacie tą serię? Lubicie Schaumę?


Projekt denko czerwiec-lipiec

I nadeszła pora, żeby ogarnąć moje zużyte kosmetyki tj. podzielić na kategorię, porobić zdjęcia i napisać o każdym parę zdań.
3 z tych produktów  (serum Bielenda, szampon Barwa, tonik Natura Estonica)to kosmetyki, o których wspomniałam w Project Pan, czyli były na liście do jak najszybszego zużycia, czyli udało mi się zdenkować połowę, bo chciałam jeszcze zużyć 3 kosmetyki do makijażu, no ale się nie udało, na szczęście już widać ich dno i powinny się pojawić w kolejnym denku.
Tymczasem zapraszam na Projekt denko z ostanich dwóch miesięcy.
Nie kupię ponownie:

  1.  Pierre Rene, puder bambusowy-rozsypywał się na wszystkie strony, matowił na 2-3 h, a poza tym bardzo szybko się skończył.
  2. Wibo, korektor rozświetlający-rozświetlał całkiem przyzwoicie, ale użyłam go zaledwie kilkanaście razy, bo tak szybko się skończył.
  3. Maybelline, maskara Rocket Volume-dziwnie drapała mnie w oczy, poza tym nie dawała zadowalającego efektu ani wydłużenia ni pogrubienia rzęs.
  4. Avon, dezodorant Luck-nic specjalnego, miał duszący zapach, który mi się nie podobał.

 5. O'Herbal, maska do włosów zniszczonych z lnem-nic specjalnego z moimi włosami nie robiła, ani nie wygładzała szczególnie ani nie nawilżała, poza tym to opakowanie jest zbyt duże i mi się po prostu znudziło.
6. Biolove, peeling truskawkowy-drobinki były zbyt ostre, a skóra po peelingu zaczerwieniona i podrażniona, poza tym zostawiał tłustą warstewkę, czego szczerze nie znoszę.
7. Lactacyd, emulsja do higieny intymnej-podrażnił mnie tak jak żaden inny preparat do higieny intymnej, odczuwałam mega dyskomfort po jego użyciu, zużyłam do mycia włosów.
8. Dr. Sante, spray do włosów z olejkiem makadamia-też nic szczególnego, lekko ułatwiał rozczesywanie, nic poza tym.
9. Barwa, szampon lniany-spodziewałam się mega oczyszczenia, ale go nie dostałam. Poza tym nie był wydajny i włosy się szybciej po nim przetłuszczały.
Nie wiem czy kupię ponownie:
10. Batiste Oriental, suchy szampon-mam wrażenie, że ta wersja mniej odświeżała niż wersja Tropical i trudniej go było wyczesać, ale być może jeszcze kiedyś kupię.
11. Bielenda, serum różane-przyzwoite serum, ale nie rewelacyjne. Dobrze nawilżało, ale nic poza tym.
12. Evree, regenerujący krem do stóp-coś tam nawilżał, ale nie spektakularnie, wolę kremy do stóp z mocznikiem. Być może sięgnę po niego kiedyś lub po jakąś inną wersję.
13. Dermiss, nawilżający płyn micelarny-nie podrażniał oczu, ale nie do końca zmywał makijaż. Być może jeszcze kiedyś po niego sięgnę i będę używała jako toniku.

Kupię ponownie:
 14. Schauma, szampon Nature Moments-bardzo polubiłam ten szampon i szykuję jego recenzję w duecie z odżywką tej serii.
15. BeBeauty, sól do kąpieli-lubię, jak wszystkie z Biedronki.
16. Natura Estonica, tonik matujący-bardzo fajnie, nawilżał, odświeżał, matowił, no i jest tani
17. Ziaja, reduktor rozstępów-fajny balsam, który stosował w czasie i po ciąży. Kupię jeszcze jedno opakowanie, żeby zobaczył jak długofalowo będzie działał na rozstępy. Szkoda, że nie ma większej pojemności.
18. Bell, wosk do brwi-świetny, zakupiony w Biedronce, daje naturalny efekt, czyli coś co bardzo sobie cenię w przypadku produktów do brwi. Właściwie to jedyny kosmetyk do brwi, którego używałam i nie zamienię na nic innego.

Tak się prezentuje moje denko. Najbardziej się cieszę, że skończył mi się szampon i tonik, bo będę mogła sięgnąć do zapasów, które w widoczny sposób się uszczuplają.

A jak Wasze denka? Znacie któryś z tych produktów?


6 kosmetyków, które chcę zużyć w sierpniu, czyli Project Pan

Podobny post, czyli Project Pan, pojawił się miesiąc temu. Pokazanie 6 produktów, które chcę zużyć w danym miesiącu zmotywowało mnie do bardziej regularnego ich używania. W najbliższym projekcie denko okaże się czy wszystkie z wytypowanych kosmetyków na lipiec rzeczywiście trafią do kosza jako pustaki.
Pora więc na sierpniową edycję. Tym razem znowu coś z pielęgnacji i makijażu.

Zaczniemy od pielęgnacji.

  •  Żel aloesowy Gorvita bardzo lubię i szczerze mówiąc nie mam problemów z jego regularnym używaniem, bo można go używać zarówno na twarz, włosy jak i do ciała, szczególnie przydaje się latem na poparzenia słoneczne. Ja jednak chciałabym go zdenkować i sięgnąć po żel jakiejś innej firmy, najprawdopodobniej osławiony Holika Holika, który ma super opakowanie.
  • Olejek do ciała z Wellness & Beauty to kolejny produkt, z którego jestem bardzo zadowolona. Z okazji jednak zbliżającej się promocji w Rossmannie m.in. na balsamy do ciała chcę zużyć jak najwięcej produktów do jego pielęgnacji, żeby poszaleć na tej promocji. Tak polubiłam ten produkt, że 21 sierpnia skuszę się na pewno na coś tej marki.
  • Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy z Ziaji służy mi również bardzo dobrze. Chcę ją wykończyć, bo w zapasach czeka produkt o podobnej formule, którego działania jestem bardzo ciekawa, a mowa tu o progresywnym żelu złuszczającym z kwasem szikimowym. Do pasty z Ziaji jednak na pewno wrócę, bo to jeden z niewielu produktów tej firmy, z którego jestem zadowolona.
Teraz kolej na produkty, których zużywanie zawsze idzie opornie, no ale kiedyś trzeba.


  • Skoncentrowane serum do rzęs 8w1 z Eveline sprawdza się u mnie świetnie jako baza pod maskarę. Dzięki niemu rzęsy są pogrubione, wydłużone i po prostu bardziej widoczne, ale ponieważ już mam je otwarte od dobrych kilku miesięcy najwyższa pora pozbyć się tego egzemplarza i zakupić nowe. Tamto mam zamiar używać głównie do przeznaczonego celu, czyli zbawiennego wpływu na porost i kondycję rzęs.
  • O Brow Satin z Maybelline pisałam już kiedyś jako o kosmetyku, dla którego znalazłam inne zastosowanie niż zaleca producent. Ponieważ końcówka z kredką skończyła mi się po kilku tygodniach użytkowania, a została sama końcówka z pudrem używałam jej do robienia przydymionej kreski przy linii rzęs. Generalnie byłam zadowolona z efektu, ale to również jest kosmetyk, który już długo zalega mi w kosmetyczce. Pora więc na wzmożone używanie i zrobienie mu miejsca w denku.
  • Pomadka wiśniowa Nivea-zła nie jest, ale mam tyle pomadek ochronnych pootwieranych, że sama nie wiem, która gdzie się znajduje. Postawiłam więc sobie ją na widoku i zamierzam dobić dna i raczej już do niej nie wrócę. Wolę tradycyjne ochronne pomadki tzn. takie które nie pozostawiają koloru.
Trzymajcie kciuki, żeby mój Project Pan się powiódł, bo w edycji lipcowej poszło mi naprawdę nieźle:)

A Wy jakie kosmetyki chcecie jak najszybciej zużyć?

Ulubieńcy lipca

Dzisiaj post z serii tych ulubionych. Zawsze narzekałam w tego typu postach, że nie trafiłam na produkty do włosów, które mogłabym nazwać ulubieńcami, a w dzisiejszym zestawieniu są ich aż trzy, a oprócz tego coś do pielęgnacji twarzy i stóp, które bardzo często odsłaniamy latem.

Właśnie od produktów do włosów zaczniemy. Kosmetyków Schauma unikałam po nieudanym incydencie z ich szamponem. Jednak gdy pojawila się nowa seria Nature Moments z jakiegoś dziwnego powodu mnie do nich ciągnęło. Najpierw kupiłam szampon z ekstraktem z miodu, po jakimś czasie dokupiłam odżywkę. Duet ten sprawia, że moje włosy są gładkie, co przy moich wiecznie spuszonych włosach jest nie lada wyczynem. Dodatkowo ładnie się błyszczą i wyglądają po prostu zdrowo. Lubię też obydwa za zapach, konsystencję i przyjemną szatę graficzną.

Od około miesiąca używam też serum do oczyszczania skóry głowy z Bionigree. Do tej pory używałam sporo produktów do pielęgnacji tej części ciała, ale dopiero z niego jestem zadowolona. Przede wszystkim wygląda luksusowo, chociaż szklana buteleczka nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem przy moich dwóch lewych rękach. 
Serum chłodzi skórę głowy, zauważalnie ją oczyszcza, unosi włosy u nasady, a przede wszystkim przedłuża świeżość. Z nim mogę myć głowę co 3 a nie co 2 dni.
Na koniec płyn micelarny z Ecolab i kuracja S.O.S. do popękanej i suchej skóry od Nivelazione. Micel jest bardzo łagodny, a jednocześnie skuteczny. Usuwa dokładnie cały makijaż z twarzy i oczu, nie podrażniając, nie powodując łzawienia, ani zaczerwienienia delikatnej skóry. Dodatkowo ma naturalny skład.

Nic dziwnego, że krem z Nivelazione znalazł się w tym zestawieniu, bo zawiera 30% mocznika, a wszystkie produkty z tym składnikiem świetnie się u mnie sprawdzają, szczególnie w pielęgnacji stóp. 
Krem nałożony wieczorem sprawia, że moje twarde i zrogowaciałe pięty są miękkie i nawilżone. Suche skórki znikają, a skóra jest bardzo przyjemna w dotyku i wreszcie mogę je odsłonić w sandałkach.

Znacie te produkty? Co Was zachwyciło w lipcu?

Rosyjska maseczka oczyszczająca

Boom na rosyjskie kosmetyki już dawno minął, ja jednak dopiero pozbywam się tych rosyjskich zapasów. Ostatnio przyszła kolej na oczyszczającą maseczkę do twarzy na wodzie chabrowej. To już chyba moja czwarta saszetka maseczki z Kąpieli Agafii. Wcześniej miałam dziegciową, fitoaktywną i na mleku łosia. Najbardziej polubiłam tą ostatnią, a jak w tej czwórce plasuje się ta z błękitną glinką?
Jej zakup wychodzi bardzo ekonomicznie, bo starcza na około 15 razy, a trzeba zapłacić około 7 złotych za 100 ml. Dodatkowo to opakowanie bardzo mi się podoba, bo wszędzie można je wcisnąć do bagażu, jest praktyczne i higieniczne. 
Kupiłam ją kiedyś online, ale widziałam też u siebie stacjonarnie w sklepie zielarskim. 

W składzie jest wspomniana:

  • błękitna glinka
  • woda chabrowa
  • ekstrakt z malwy
  • oliwa z oliwek
  • sproszkowane ziarno owsa

Maseczka ma kolor niebiesko-szary i pachnie "gipsowo". Domyślam się, że tak pachnie większość glinek, chociaż ja ich wielką fanką nie jestem, być może dlatego, że są przeznaczone generalnie do innej cery niż moja-tłustej lub mieszanej.
Nakładam ją na twarz 2 razy w tygodniu, przetrzymując dłużej niż zalecane 10 minut.
Po tym czasie maska zastyga, ale nie ma problemu ze zmyciem. 

  • twarz jest oczyszczona, ale nie czuje się uczucia ściągnięcia, ani przesuszenia
  • cera wydaje się bardziej gładka i koloryt wyrównany
  • razem z oczyszczeniem mamy nawilżenie i poczucie odświeżenia i złagodzenia
  • twarz jest miękka i miła w dotyku
  • przygotowuje cerę na dalsze zabiegi, mam wrażenie, że gdy nałożę potem treściwy krem czy serum to lepiej zadziała

Podsumowując:
Polecam, chociaż i tak moją ulubioną zostaje jak na razie ta wersja na mleku łosia, ale jeśli szukacie jakiejś oczyszczającej maski a nie lubicie uczucia ściągnięcia i wysuszenia, które temu towarzyszy, to wypróbujcie tą maseczkę.

Znacie? Używacie jeszcze rosyjskich kosmetyków?

Alterra, Isana, Wellness & Beauty-3 kosmetyki marek własnych Rossmanna

Dla wielu z nas Rossmann jest zapewne miejscem gdzie najczęściej robimy kosmetyczne zakupy. Ja zawsze kiedy tam jestem zwracam uwagę na produkty, które stoją poniżej linii wzroku, niżej na półce. Te kosmetyki są zazwyczaj tańsze i mniej popularne, co nie znaczy, że gorsze od tych szeroko reklamowanych. 
Dzisiaj chcę przedstawić 3 produkty marek, które są dostępne tylko w Rossmannie, a które bardzo polubiłam i mam ochotę do nich wrócić (jeśli nic bardziej interesującego nie spotkam).
Zacznę od produktu Isany, która króluje w mojej łazience. Wszystkie kosmetyki tej firmy jakie posiadam pokazywałam w tym poście. Olejek pod prysznic bardzo polubiłam i swego czasu pojawił się nawet w ulubieńcach.
Jak większość z Was używałam go do mycia gąbek i pędzli do makijażu i byłam zdziwiona i zadowolona jednocześnie z tego jak świetnie radzi sobie z usuwaniem resztek podkładu czy pudru, z którymi nie radziły sobie inne myjadła. 
Świetnie sprawdził się też do mycia ciała i chociaż nie pachnie najpiękniej (dla mnie po prostu najtańszą oliwką do ciała) to skóra była z niego zadowolona-mył, ładnie się pienił, nie przesuszał, ale wręcz nawilżał skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy, czego w olejkach szczerze nie znoszę. 
Kolejny olejek to ten z Wellness & Beauty. Jest on przeznaczony do masażu i zawiera olej sezamowy i ekstrakt z wanilii. 
Ja, jak większość olejków, stosowałam go zarówno na włosy, do kąpieli jak i do smarowania ciała. Najbardziej polubiłam to trzecie zastosowanie.
Stosowałam go na wilgotne ciało, przez co ładnie się rozprowadzał, umilając smarowanie przyjemnym, słodkim zapachem wanilii. Gdy chwilę odczekałam z nałożeniem piżamy, nie pozostawiał na niej tłustych śladów.
 Rano budziłam się z supermiękka, nawilżoną i przyjemnie pachnącą skórą. 
Bardzo go lubię zarówno za zapach, działanie, jak i za pompkę, która bardzo ułatwia stosowanie.
Jest to mój pierwszy kosmetyk z Wellness & Beauty (wcześniej uważałam tą markę za zbyt luksusową do mojej łazienki), ale na pewno nie ostatni.
Trzeci jest krem na dzień "Winogrona & Biała herbata" z Alterry, który chyba już został wycofany, bo ostatnio kosztował około 5 złotych. 
 Krem ten polubiłam głównie za to, że nadaje się pod makijaż. Nieźle nawilżał, szybko się wchłaniał, pozostawiając moją cerę miękką i gotową do nałożenia podkładu. Miał lekką konsystencję, która łatwo się rozprowadzała, koiła twarz i dawała jej porcję nawilżenia na cały dzień. 

Tak prezentuje się trójka kosmetyków marek własnych Rossmanna.
Jak uzbieram kolejną trójkę Rossmannowych firm to postaram się o kolejny post z tej serii.

Lubicie marki własne Rossmanna?

Hity i kity czerwca

Zazwyczaj miesiąc albo jakiś dłuższy okres czasu podsumowywałam ulubieńcami. W czerwcu udało mi się trafić tylko na 3 produkty, który dostałyby to miano. Pojawiły się za to 2, na których się zawiodłam. Pora więc przedstawić hity i kity czerwca.
Zaczniemy od tych, które są ulubieńcami minionych 30 dni.
W czerwcu zaczęłam używać pianki pod prysznic z Nivea i się zakochałam. Do tej pory oprócz odżywek do włosów, unikałam kontaktów z tą marką. Ta pianka jednak bardzo miło mnie zaskoczyła. Ma niesamowicie miłą, kremową konsystencję, która wydobywa się z atomizera dużą chmurą. Rozprowadza się na skórze bardzo przyjemnie, sprawia dużo przyjemności podczas mycia. Skóra po niej jest gładka, pachnąca i nie wysuszona.
Olejek z Wellness & Beauty ma niesamowicie przyjemny zapach wanilii. Używam go tak jak wszystkich olejków czyli do smarowania ciała do kąpieli, dolewam do wanny i nakładam na włosy przed myciem. Najbardziej lubię nakładać go na ciało, bo sprawia, że skóra jest bardzo gładka, pachnąca i nawilżona. Dodatkowy plus za pompkę. 
Krem pod oczy gładka skóra 30+ z Tołpa Specialist to pierwszy krem pod oczy, z którego naprawdę jestem zadowolona. Wcześniej nie miałam większych problemów ze skórą w tych okolicach, więc i efektów stosowania kremów nie widziałam. Teraz, kiedy nie dosypiam i pojawiły się cienie pod oczami, zauważyłam, że krem ten skutecznie je rozjaśnia. Zauważyłam też, że skóra pod oczami jest wygładzona, nawilżona i wygląda na bardziej promienną. 

Przechodzimy do dwóch kitów.
O marce Biolove słyszałam wiele dobrego. Pewnego dnia trafił do mnie truskawkowy peeling do ciała , więc ucieszyłam się, że będę mogła coś tej firmy przetestować. Spodobał mi się zapach, który rzeczywiście przypomina truskawki, jest niesamowicie intensywny i soczysty. Na zapachu właściwie zalety się kończą. 
Nie podoba mi się mała pojemność-100 ml to jak dla mnie stanowczo za mało na peeling do ciała. Po drugie zawiera on ostre drobinki i stosowany na suchą skórę jest stanowczo za mocny i podrażnia mi skórę, sprawiając że robi się zaczerwieniona. Nie lubię też oleistej warstwy, która zostaje na skórze po spłukaniu wodą. 
Drugi kit to coś z pogranicza pielęgnacji i makijażu. Na lato zamiast podkładu postanowiłam kupić Krem BB z Garniera. Przekonało mnie przeznaczenie do jasnej karnacji (czyli mojej) i fakt, że zawiera pigmenty naturalne.
Jak się okazało producent znowu przesadził w swoich obietnicach.

  • krem jest stanowczo za ciemny do jasnej cery, na twarzy robi się pomarańczowy i mocno odcina od szyi
  • niknie przy nakładaniu i trzeba go dokładać i dokładać
  • nie matowi ani nie zapobiega błyszczeniu, nawet po nałożeniu pudru matującego moja twarz błyszczy się już po godzinie
  • zawiera Alcohol Denat, czego przy zakupie nie zauważyłam

 Najbardziej zawiodłam się na peelingu Biolove, chociaż nie wykluczam, że coś z tej marki jeszcze wypróbuję. Ciekawią mnie masła do ciała i balsamy w sprayu.

Tak wygląda podsumowanie czerwca. Na lipiec też szykują się hity i kity, więc chyba będę kontynuować takie zestawienia, zamiast tradycyjnych ulubieńców.

Znacie te produkty?

Foto mix z czerwca

Muszę się chyba pogodzić z myślą, że wszystko co sobie zaplanowałam ulega przesunięciu. Post z czerwcowymi zdjęciami miał się pojawić w poprzedni weekend, no ale jak widać będzie dzisiaj. Mimo to mam nadzieję, że z chęcią obejrzycie migawki z minionego miesiąca.
Niewątpliwie największym wydarzeniem ostatnich 30 dni były narodziny mojego drugiego Syna, ale oprócz tego znalazły się też inne zdjęcia. 
Zaczniemy od kosmetyków, bo w końcu tego głównie dotyczy ten blog.
  • duet do demakijażu z Dermiss, o którym powstał ten post (KLIK)
  • aktualny ulubieniec do mycia twarzy i jego recenzja (KLIK)
  • wygrane rozdanie
  • serum do skóry głowy, które od dawna chciałam przetestować
Przyjemności czerwca:


  •  jaśmin i jedyna książka, która w tym miesiącu kupiłam. Mam nadzieję, że przekonam się wreszcie do Kinga, bo na razie trafiałam na niewypały
  • łabędź
  • wspinaczka, a potem zjazd na tyłku
  • polne kwiatki

  • w czerwcu jak szalona zajadałam się truskawkami, jadłam je prawie codziennie, najczęściej jako koktajl z dodatkiem arbuza, jogurtu naturalnego i cukru trzcinowego
  • pod koniec miesiąca pojawiły się też czereśnie


  •  odliczanie i przygotowania do najważniejszego dnia czerwca


  •  love
Tak prezentuje się czerwiec. Wiem, że może monotematycznie. Powoli powracam na dawne tory i mam nadzieję, że częściej będę publikować zarówno posty u siebie, jak i komentarze na Waszych blogach, no bo ile można żyć pieluchami i ulewaniem?

A u Was jak minął czerwiec? Jak spędzacie pierwsze dni lipca?

Serum do twarzy Regenerum-czy regeneruje?

Cześć!
Dzisiaj post o produkcie do pielęgnacji twarzy. Do tej pory produkty Regenerum kojarzyły mi się z kosmetykami aptecznymi i nie sięgałam po nie, bo sądziłam, że są przeznaczone do cery problematycznej, a ja takiej nie mam. Miałam jednak okazję wypróbować regeneracyjne serum do twarzy z tej firmy i dzisiaj pora na moją subiektywną opinię. 
Serum kosztuje około 24 złotych. Krem mieści się w opakowaniu z pompką typu airless, a całość zapakowana jest w tekturowe pudełko. Konsystencja kremu jest gęstawa i czasami trzeba nacisnąć pompkę 2-3 razy, żeby wydobyć produkt ze środka. Mimo tego nie ma problemu z rozprowadzeniem na twarzy.
Kremu używałam pod makijaż i jako ostatni etap w wieczornej pielęgnacji. 
Pod makijaż sprawdza się rewelacyjnie tj.
  • przedłuża trwałość makijażu
  • błyskawicznie się wchłania
  • matowi
  • wygładza cerę przez co makijaż wygląda lepiej
  • działa lepiej niż niejedna baza i nakładam go zawsze kiedy zależy mi na tym, by mój makijaż przetrwał długie godziny i prezentował się nienagannie
  • zawiera filtr SPF15
Jako krem na noc spisał się średnio, ale to może dlatego, że ja od wieczornego kosmetyku oczekuję dogłębnego nawilżenia, odżywienia i regeneracji. Tu miałam wrażenie, że serum tylko daje aksamitną warstwę, nie wnikając głębiej i działając powierzchownie. Poza tym sama nazwa "serum" kojarzy mi się z bardziej treściwym kosmetykiem, najczęściej o formule oleistej, działającym lepiej niż zwykły krem. 


Teraz już wiem, że ten wygląd aksamitnej cery i natychmiastowego wygładzenia otrzymujemy dzięki woskowi syntetycznemu, który znajduje się już na drugim miejscu składu i może działać komodogennie i sprzyjać powstawaniu zaskórników. U mnie nic takiego się nie pojawiło, ale może dlatego że mam cerę z gatunku pancernych i naprawdę ciężko jej zaszkodzić.

Podsumowując:
Cieszę się, że miałam okazję przetestować kosmetyk Regenerum, z chęcią wypróbowałabym jeszcze serum do rzęs tej firmy albo produkt do paznokci. Tego serum będę używać jako kremu pod podkład i jeśli szukacie jakiegoś fajnego produktu pod makijaż to polecam właśnie to regeneracyjne serum do twarzy.

Znacie kosmetyki Regenerum?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...